Siatkówka

Łukasz Kadziewicz – kto ma dać radę jak nie ja !


Byliśmy na meczu Cuprum Lubin z Camperem Wyszków. Pierwsza liga, szkolna sala i kolega z drużyny, który zagrywa pod siatką. Gdzie ty wylądowałeś?
 Ten, co zagrał pod siatką akurat jest dobry, grał nawet w kadrze. Gdzie jestem? W Lubinie, skąd dostałem ciekawą propozycję.

W ekstraklasie nie ma już dla ciebie miejsca?
 Nasza liga jest ładnie opakowana, jak piłkarska, ale są w niej twory, które nie płacą po cztery-pięć miesięcy. W kilku takich grałem i już dziękuję. Jeżeli mam klepać ogony w niby wielkiej Plus Lidze i zastanawiać się, czy w tym miesiącu za mieszkanie zapłacę z oszczędności czy z klubowych pieniędzy, nie ma to sensu. Zamierzam awansować do ekstraklasy z Cuprum, pokazać, że jeszcze mogę grać z najlepszymi.

Masz być nauczycielem dla młodszych?
 Liderem nie jestem, wychowawcą tym bardziej. Z zachowania miałem i mam naganę. Dożywotnią. Czasem coś tam pogadam, nieraz chce się w gębę dać, żeby ktoś przykładał się do roboty. Mam w drużynie jednego takiego, który zaraz po urodzeniu wpadł do wielkiej beczki z napisem talent. On ma wszystko, może grać w kadrze i zarabiać gruby szmal w lidze rosyjskiej. Niestety, po wyjściu z pierwszej beczki potknął się i wpadł do drugiej, z napisem lenistwo. Sensem pracy trenera będzie przekonanie tego chłopaka, żeby robił to, w czym jest dobry. Może utrzymać swoją rodzinę i kilka pokoleń do przodu.

Ciebie nie posłucha?
 Coś tam powtarzam, że trzeba być najlepszym, ale wszyscy dookoła pukają się w czoło i mówią „Jednak pierdolnięty”.

Może trzeba opowiedzieć o sobie, własnej drodze. Zazwyczaj działa.
 Nie wiem, czy jestem dobrym przykładem. Gdybym powiedział, że zrobiłem wszystko, co mogłem i osiągnąłem cel, do którego dążyłem, byłaby to nieprawda.

Jakiś cel w ogóle był?
 Piętnaście lat temu nie marzyłem o rzeczach wielkich. Chciałem pojechać na igrzyska, może nawet nie chciałem, to było takie bujanie w obłokach. Urodziłem się na prowincji, nie mogłem przypuszczać, że zjeżdżę pół świata dzięki siatkówce. Zamierzałem po prostu grać i dobrze się bawić, a przeżyłem historię swojego życia. Zostałem wicemistrzem świata, w Rosji i we Włoszech miałem przyjemność gry z mistrzami olimpijskimi.

Skromność skromnością, ale zawsze mówisz o tej przyjemności. Dałbyś już z tym spokój. Może to inni mieli przyjemność gry z tobą? Dlaczego nie powiesz jasno – tak, zrobiłem karierę.
 No co wy? Kariera? Na boisko wychodzi Lewandowski i Boenisch. Niby grają w jednej drużynie, ale jeden kopie piłkę i to jego przygoda, a drugi robi karierę. W większości moich drużyn byłem Boenischem. Auu… Żona mnie kopie, żebym tak nie mówił. A mówię prawdę, miałem przyjemność grania z Andersonem, Millarem, Gardnerem czy Muserskim. Uwierzcie mi, to kozacy. Byłem w szoku, że można grać na takim poziomie.
 
Znalazłeś się wśród nich przez przypadek?
 Jasne, że nie, ale nigdy nie byłem też wyjątkowy – nie skakałem wyżej niż inni, nie byłem silniejszy czy świetny technicznie. Robiłem wszystko przyzwoicie w elementach, które były potrzebne do siatkówki. Dzięki temu miałem chyba możliwość gry z takimi tuzami.

I zwiedzić trochę świata.
 Moim pierwszym zagranicznym klubem był Gazprom z Surgutu. Okręg Chanty-Mansyjski. Daleka Syberia, trzy tysiące kilometrów od Moskwy, między Tokio a Warszawą. Miałem 24 lata, wyjeżdżałem z dużymi obawami. Urodziłem się w rodzinie, może nie solidarnościowców, ale ludzi świadomych politycznie. W domu kolor czerwony był zawsze zły, wszystko, co było na wschodzie było złe i wcale się nie dziwię, bo taką mamy historię. Po prostu ich nie lubimy.

Ty jednak polubiłeś.
 Bo poznałem fantastycznych ludzi, rozwinąłem się też sportowo. Postrzegamy Rosję jako coś dużego, brzydkiego i skorumpowanego. Miną lata zanim niektóre polskie miasta dorównają rosyjskim w infrastrukturze. Kluby też organizacyjnie biją nasze na głowę. Socjal dla zawodnika, przygotowanie go do przyjazdu, kierowca na trening, wyczerterowane samoloty, obsługa medyczna, sprzęt. W niektórych polskich klubach tak już jest, ale dla wielu to nieosiągalne przez wiele, wiele lat. Miałem okazję zagrać w jednej z najlepszych ekip świata – Lokomotiwie Biełgorod. Zdobyliśmy wicemistrzostwo Rosji po porażce z wielkim Zenitem Kazań. Rosyjskie klimaty bardzo mi służą. Kocham Wschód.

To co robiłeś później we Włoszech?
 Uczyłem się innego podejścia do siatkówki. Tam możesz z trenerem wypić piwo, ale to nie zmieni waszych relacji. Na treningu wyciśnie z ciebie wszystko, co najlepsze. Jesteś profesjonalistą, ale tak naprawdę rób, co chcesz, tylko później przez te dwie i pół godziny pokaż najwyższy poziom.

Wina się nauczyłeś pić?
 Nie, jak mówiłem – kocham Wschód. Żona się nauczyła, co widać na załączonym obrazku (Basia Kadziewicz siedzi obok z kieliszkiem wina – przyp. red.). Mieszkaliśmy w Mediolanie, funkcjonowały jeszcze tanie linie lotnicze. Za 20 czy 30 euro przyleciało do nas wielu znajomych. Rok we Włoszech to fajna szkoła życia.

Klub zbankrutował.
 Po wicemistrzostwie świata mogłem zostać w Polsce, przytulić więcej grosza lub wybrać Rosję i spijać śmietankę. Jak zwykle poszedłem pod prąd i wyjechałem do słonecznej Italii. Czasu nie cofnę, zostały wspomnienia. Podpisałem kontrakt na dwa lata, zapłacili za dwa miesiące i trzeba było radzić sobie samemu. Musiałem zostać, bo za chwilę były igrzyska, a wracałem po ciężkiej kontuzji. Dobre było to, że klub bankrutował, a została opieka medyczna. Lekarze byli na najwyższym poziomie.

Grałeś też w miejscach, gdzie trudno spotkać polskiego sportowca. Przez rok byłeś zawodnikiem białoruskiego Szachtiora Soligorsk.
 Po przyjeździe do tego kraju uświadomiłem sobie, jaki szacunek mam dla ludzi, którzy walczyli w Polsce o zmianę ustroju, dla Wałęsy, choć go ostatnio trzepią na lotnisku. Miałem wrażenie, jakbym cofnął się w czasie o 40 lat. Mieszkałem w Soligorsku, 120 kilometrów od Mińska. Jako sportowiec nie mogłem narzekać, miałem tam zagwarantowane wszystko. Wszystko, co byli w stanie załatwić, załatwili, zapłacili, co mieli zapłacić. Miejscowi mi pomagali, uśmiechali się, ostatnią koszulę pewnie by oddali. Świadomość, że wrócę do domu, a oni tam zostaną, była jednak przerażająca.

Sześć tygodni spędziłeś też w Katarze.
 Z Al Arabi zagrałem w klubowych mistrzostwach świata. Przed wylotem do Kataru myślałem, że spotkam tam Beduinów. Zamiast nich zobaczyłem szklane domy. Nigdy chyba nie osiągniemy w Polsce takiego poziomu życia. Każdy zagraniczny wyjazd kształtował mnie jako człowieka, zmieniałem priorytety. W Katarze zrozumiałem, że Europa nie jest pępkiem świata

Katarczycy poradzą sobie z organizacją piłkarskich mistrzostw świata w 2022 roku?
 Oni są w stanie zrobić wszystko. Na pytanie, czy zorganizują maraton na środku pustyni, jeden z szejków odpowiedział, że mogą zbudować 42 kilometrową tubę. Co 1000 metrów może być w niej śnieg, deszcz czy plus 40 stopni. Czego tylko sobie zażyczycie. W centrum handlowym stoi pełnowymiarowe boisko do hokeja, ludzie w przerwie między zakupami jeżdżą na łyżwach. Przytłaczające bogactwo. W sklepie nie ma cen. Kiedy wchodzi taki i taki klient, to lokal zamykają i tylko on robi zakupy.

Mówisz o sobie?
 Chciałem tam być woźnym, ale na jedno miejsce jest trzydziestu Polaków.

U szejków słowo droższe pieniędzy. Zachwycał się tym Jacek Bąk, który spędził w Katarze dwa lata.
 Podobnie jest w Rosji, gdzie zdarzało mi się grać bez kontraktu. W innych częściach Europy spotyka się menedżer z działaczami, prawnikami i negocjują. W Rosji od razu jest konkret. Jeżeli szef klubu mówił, że zarobię rubla, to choćby się waliło i paliło, zawsze tego rubla dostałem. W zamian dużo wymagali. Przyszedłeś jako obcokrajowiec i nie mogłeś być dwa razy lepszy od miejscowego, tylko o wiele lepszy. I jeszcze coś po sobie zostawić. Mnie wypytywali o ćwiczenia we Włoszech na siłowni, odżywianie. Wiedza zbierana od przyjezdnych plus talenty przynoszą efekty, Rosja zaczyna królować w siatkówce. Gęba mi się uśmiecha, że miałem przyjemność gry z niektórymi zawodnikami.

Siatkówka manieruje?
 Manieruje, a jakże. Złe połączenie, gdy trafia na takiego chłopaka jak Kadziewicz, z bujną fantazją. Wygrywałem mecz, to zaraz chciałem drugi. Gram w polskiej lidze, to dlaczego nie spróbować za granicą.

To akurat chyba dobrze?
 Nie zatrzymywałem się na tym. Ktoś narozrabiał, musiałem narozrabiać mocniej, zagrałem na maksa, po meczu też szedłem na maksa. Przerysowałem swoje życie poza boiskiem.

To już za tobą?
 Przygoda sportowca to raz, dwa, trzy, cztery i gaśnie światło. Trzy razy święta, narodziny dziecka i zaraz masz 35 lat, kończysz karierę.

Nadal chcesz zostać trenerem?
 Zrobiłem papiery. Zobaczymy, czy się przydadzą.

Sędziowie już mają gęsią skórkę.
 Lepiej niech idą do szkoły i się kształcą. Może w końcu zaczną prezentować taki poziom pracy jak mój poziom sportowy. Na razie go zaniżają.

W jakim kierunku ma się rozwijać Kadziu projekt, videoblog, w którym pokazujesz inną stronę siatkówki?
 Pomysłów mam dużo, chcę się spotykać z trenerami, ręczniakami, kopaczami, dowiadywać się czegoś więcej niż jak się strzela gole. Nie zadaję pytań, na które znam odpowiedzi.

Możesz też zostać ekspertem telewizyjnym. Nie będziesz się bał krytykować kolegów z boiska?
 Zajmowałbym się siatkówką, dyscypliną, której poświęciłem więcej niż połowę życia. Trochę czasu spędziłem w szatni, znam smród przegranej i zapach zwycięstwa. Jestem fanatykiem piłki nożnej, ale nie ekspertem od niej. Nie powiem, że Wojtkowiak w meczu z Ukrainą mógł się lepiej ustawić i trafić głową w piłkę. Nie zamierzam być od wszystkiego i od niczego, nie chcę być ekspertem, który myli Puchar Koracza z Korczakiem. Nie rozumiem, jak ktoś może dziś pisać o siatkówce, jutro o żużlu, a po weekendzie o Tour de France. I jeszcze w wolnym czasie coś skrobnąć o meczu rugby. Znam się tylko na siatkówce. Jeżeli kolega zagra słabo, to o tym powiem, bo sam dawałem dupy. Zarabiamy więcej niż Kowalski, dlatego jesteśmy narażeni na drwiny i krytykę.

Po ostatnich wynikach siatkarskiej reprezentacji miałbyś pole do popisu.
 Cierpliwie czekam na ich sukcesy.

Jest jakaś recepta na sukces? Jaka była na wicemistrzostwo świata?
 32 lata czekaliśmy na sukces. Byliśmy jak nasi piłkarze obecnie, nie stanowiliśmy przeciwwagi dla światowych potęg. Zamknęli nas w Spale na 200 dni. Weszliśmy w kwietniu, a wyszliśmy w grudniu. Byliśmy młodzi, pełni wigoru. Stwierdziliśmy, że jak zepniemy dupy, to możemy być w pierwszej trójce albo piątce mistrzostw świata. W tamtej reprezentacji najlepsza była chyba atmosfera. Jeżeli trenowaliśmy ciężko, to każdy, bez wyjątku, jeśli rozrabialiśmy, to też bez oszczędzania. Wszystko robiliśmy na sto procent. W klubie możesz pofolgować, a w reprezentacji masz świadomość, że grasz z orłem na piersi. Nie jesteś tam po to, żeby zarabiać. Siedzieliśmy skoszarowani pół roku i czasem z diet nie starczało na kawę. Jeżeli ktoś pali, to papierosy musiał za swoje kupować, ale nie o to chodzi.

200 dni razem. Kwiecień, maj i czerwiec to jeszcze sprężenie, ale potem musiała pojawiać się monotonia. I co wtedy?
 To różnica między kandydatami na siatkarzy a siatkarzami. Czasami kolana tak bolały, że schodziłeś tyłem po schodach. Ale schodziłeś, bo kto ma dać radę, jak nie ja? Miałem się położyć i powiedzieć, że mnie boli. Nigdy w życiu. To byli ludzie tego pokroju. Chodź, zobaczymy, czy jeszcze dasz radę krok, czy dołożysz 10 kilo do sztangi na przysiadzie, czy potrenujesz pół godziny dłużej. Na tym buduje się charakter, tak kreuje się atmosferę. W klubie patrzyliby na ciebie i komentowali: „Ale jesteś pojebany”. Na kadrze rozglądasz się i dookoła sami pojebani. Na treningu ćwiczymy zagrywkę. Ktoś walnął 105 kilometrów na godzinę, to chcę 106. W siłowni urządzamy zawody, kto podniesie więcej. Plujemy na odległość, to chcę dalej. On wystawił dobrze, to wystawię bardzo dobrze. To fenomen bycia w kadrze. Wiesz, że jesteś elitą polskich siatkarzy, każdy chce być najlepszy. Czasem to popycha do rzeczy wielkich.

Mówisz o bólu i cierpieniu sportowca, ale jego uosobieniem są dla ciebie piłkarze ręczni, nie siatkarze.
 Pójdziemy kiedyś na ich mecz, usiądziemy w pierwszym rzędzie. Zobaczycie, jak 110 kilogramów zderza się w pełnym biegu ze 130. Zamykam oczy z bólu, a oni się podnoszą, sklejają piątkę i grają dalej. Siatkarze to przy nich lalusie, a piłkarze to już w ogóle teatr. Faceci po sto parę kilo grzeją się po ryjach, wydłubują oczy, łamią palce. A po meczu piątka i do domu. Dla mnie to kwintesencja sportu. Dajmy jednego zdechlaka z siatkarzy czy piłkarzy na środek obrony, to rzeźnia będzie. Przekona się, jak własnym ciałem zarabia się na chleb. Nie trzeba być prostytutką w dzielnicy czerwonych latarni, tylko piłkarzem ręcznym.

Nożni ciebie przekonują?
 Porównując reprezentacje Polski siatkarską i futbolową pod względem poziomu, chłopcy piłkarscy odstają jak zderzak po stłuczce. W kopanej nie dostajemy się na duże imprezy, bo jesteśmy słabi. O siatkówce nie można tego powiedzieć. W ostatnich dziesięciu latach mamy medale z Mistrzostw świata, Europy, Ligi Światowej, jeździmy regularnie na igrzyska.

Tylko ile krajów gra w piłkę nożną, a ile w siatkówkę.
 Żeby nasi piłkarze pojechali na wielki turniej musimy już chyba dostać hiper dziką kartę albo ze Zdzichem Kręcina pogadać. Nie nadajemy się. Różnica jest taka, że w siatkówce jesteśmy mocni. Są ludzie, którzy w nią grają – Bułgarzy, Rosjanie, Włosi, Niemcy, za wielką wodą Amerykanie czy Kanadyjczycy. Jesteście lekko zadymieni piłką, ale siatkówka ma się dobrze, proszę mi wierzyć. To trudna dyscyplina, nikt mi nie powie, że łatwiej jest przebić piłkę z zagrywki niż kopnąć . Dziecko po narodzinach wsadza sobie nogę do buzi, nie rękę. Mózg łatwiej kontroluje nogi, tam jest mniej mięśni.

Piłkarze i siatkarze. Wy się w ogóle lubicie?
 Spędziłem kilka dni na Mazurach z Robertem Lewandowskim i Wojtkiem Szczęsnym. Normalni ludzie. Roberta poznałem po jego transferze z Lecha do Borussii. Spodobało mi się, że facet za którego zapłacili kilka milionów euro śpi z dziewczyną na podłodze w kuchni i nie udaje wielkiego pana.

Nie czujesz się przy piłkarzach jak ubogi krewny?
 Inaczej do tego podchodzę. Mam gdzie mieszkać, żona jest świetnie wykształcona, starcza nam na chleb, bliskim nie pada na głowę. Jezu, jak ktoś ma dobrze, to trzeba za niego trzymać kciuki, a nie modlić się, żeby żona go zdradzała, spalili mu garaż i nasrali do butów. Spotykam wielu bogatych ludzi ze świata sportu i mogę stwierdzić, że po lampce wina każdy jest normalny.

Obraz sportowca w mediach jest przerysowany?
 Słyszymy tylko, kto ile zarabia. O tym, że trzeba z tego zapłacić podatek, prowizję menedżerowi już cisza. I zawsze jest ryzyko, że nie dostaniesz pieniędzy, bo klub zbankrutuje. Nikt nie mówi, że na takie zarobki pracowaliśmy tysiące godzin. Zapraszam rano do siłowni, niech ktoś zrobi na wolnej sztandze z 130 kilogramami przysiad do 90 stopni. Cztery serie po kilka powtórzeń. Później pójdziemy do hali i niech podskoczy 300 razy. Proponuję trzy mikrocykle i miesiąc spędzony ze mną. Jedni sportowcy dostają więcej, bo tak jest wykreowany rynek. Piłka nożna to sport globalny, dajmy im zarabiać. Bijmy brawo, że Borussia Warszawa gra dobrze, a w Premier League mamy fajnych bramkarzy. Mój idol niestety już dawno nie gra.

Kto?
 Wojtek Kowalczyk. Był stworzony do wielkiej piłki, powinien grać do 35 roku życia. Miał jednak w dupie kopanie po Francjach czy Niemczech, wolał załadować ogórasom z Cypru dwadzieścia kilka goli. Różnica między nim a 90 procentami kopaczy jest taka, że Kowal ma medal olimpijski, a większość z nich na igrzyskach to może sobie maskotkę kupić albo ręcznik z logo na allegro.
 Tak a propos, mam propozycje dla Ofensywnych.

Jaką?
 Spotkajmy się po sezonie we Wrocławiu, przyjadę z Pawłem Siezieniewskim. Siatkarzy już mamy, z koszykówki mogą być zawodnicy Śląska, Skibniewski i Hyży. Z piłkarskiego Śląska proponuję ikony futbolu – Milę i Kaźmierczaka. Dorzućmy jeszcze braci Lijewskich z piłki ręcznej. Ich przyjazd biorę na siebie. Zrobimy show, turbo kozak przemielony razy dziesięć. Wybierzemy repertuar z każdej dyscypliny i zobaczymy, kto się najlepiej odnajdzie.

Wchodzimy w to.
 To mój autorski pomysł. Wyborowa będzie sponsorem.

Źródło: ofensywni.przegladsportowy.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s