Siatkówka

Grzesiek Bociek walczy z chorobą nowotworową

Dziś rano wstrząsnął mną pewien artykuł na głównej stronie onetu. Mowa o wywiadzie przeprowadzonym przez dziennikarzy przeglądu sportowego na łamach eurosportu i onetu z siatkarzem Zaksy Kędzierzyn Koźle, Grzegorzem Boćkiem. Ostatnie moje wpisy na jego temat dotyczyły afery Bociekgate, w związku z transferem z Częstochowy do Kędzierzyna. Tym bardziej zdziwiły mnie wiadomości w tym artykule ponieważ szczerze powiedziawszy nic na ten temat nie wiedziałam. Dlatego ponizej postanowiłam wkleić cały wywiad z Grześkiem Boćkiem. Grzesiek życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia. trzymaj się! 🙂
Kamil Składowski: Cieszę się, że możemy porozmawiać. Jak się pan czuje, jak przebiega leczenie?
Grzegorz Bociek: Jestem po czwartej chemii, przewidywanych jest sześć do ośmiu cykli, z których każdy składa się z dwóch chemioterapii. Każdą z nich przyjmuję mniej więcej co dwa tygodnie. Mniej więcej, bo muszę być zdrowy, każde przeziębienie wyklucza zabieg.
Jak pan znosi terapię? Wiele osób cierpi przy takim leczeniu.
Pierwsze trzy chemie były bardzo ciężkie, właściwie po nich całą noc wymiotowałem. Po każdej z nich dochodziłem do siebie ze trzy dni. Natomiast po czwartej wymiotowałem w nocy, ale już na drugi dzień obudziłem się i czułem się bardzo dobrze. Mój organizm tym razem bardzo dobrze zadziałał. Na razie wszystko jest na właściwej drodze, badania we Wrocławiu wypadły dobrze, to się zatrzymało, po prostu muszę przejść całe leczenie do końca.
Było trochę zamieszania, bo nie wiedzieliśmy dokładnie, jaki ma pan rodzaj nowotworu. W jaki sposób się pan dowiedział, że jest chory?
Mam nowotwór układu limfatycznego, to siedzi w węzłach chłonnych na szyi. W trakcie przedsezonowego obozu miałem problemy z oddychaniem, pojawiły się duszności, nawet głos mi się zmienił. Zaczęliśmy szukać, bo kiedyś miałem problemy z astmą. Poszedłem do lekarza, ale okazało się że to nie to. Podobnie było z alergią, bo kiedyś ona mnie też męczyła. W końcu lekarze klubowi wykonali mi badania w Koźlu, mamy tam podpisaną umowę ze szpitalem. Okazało się, że mam powiększone węzły chłonne. Wtedy pojawiło się też podejrzenie nowotworu. W sumie to wszystko do mnie nie dochodziło. Dostałem skierowanie na biopsję do Opola. Po tygodniu, może półtora, były już wyniki. Wycinek wysłano do Łodzi, a tam sprawy pilnował lekarz, który zajmuje się nami w reprezentacji Polski. Później czekała mnie już szybka wizyta u lekarza, który mnie teraz prowadzi.
I jakie miał pan pierwsze myśli po tej wizycie?
Dowiedziałem się wtedy, co to jest, ile to będzie trwało. Generalnie pani doktor powiedziała, że jest to nowotwór, który bardzo dobrze się leczy i zabroniła się tym wszystkim przejmować, kazała być pozytywnym. Po prostu muszę czekać.
Wielu pańskich kolegów mówi, że ma pan bardzo dobry charakter i radosne usposobienie. Ale czy to może wystarczyć w obliczu takiej choroby? Jak pan to wytrzymuje?
Ja to przetrzymam, są ze mną cała moja rodzina, cały mój klub i na każdym kroku odczuwam wielkie wsparcie. Sam nie wiem, ale może i do tej chwili jakoś nie dociera do mnie, że mam raka? Najbardziej myślę o siatkówce i piłce, bo to chyba najtrudniej teraz znoszę, że nie mogę w nią grać. Chciałbym bardzo, ale niestety, taką mam karę.

Jak długo ta kara może jeszcze potrwać?
Skończyłem dwa cykle chemii, więc potrwa to mniej więcej trzy, cztery miesiące. Zależy czy będę musiał przejść sześć czy osiem cykli.
Nie został pan sam. Pomaga panu klub, inni siatkarze, środowisko. To dla pana ważne?
Bardzo dziękuję wszystkim, którzy wspierają mnie psychicznie i finansowo. Jest mi bardzo miło, że ZAKSA zachowała się bardzo fajnie, chłopaki nie pozwalają mi się załamać, pomogła mi także Skra, inne zespoły też chcą mnie wesprzeć, sfinansować leki czy badania. Bardzo się cieszę, nawet nie mam żadnych powodów, by się załamywać.
Jak wygląda pana codzienność? Ma pan okazje wychodzić z domu?
Jak tylko mogę, staram się wychodzić, aktywnie spędzać czas. Byłem na meczu siostry w Łodzi, na ZAKS-ie. Muszę jednak uważać, bo mój układ odpornościowy nie jest mocny. Jeśli mam nawet delikatny katar, siedzę w domu i nigdzie się nie pokazuję.
Wcześniej nie chciał pan mówić o szczegółach, ale pańska choroba stała się sprawą publiczną. 
Denerwowało to pana?
Na początku chciałem to wszystko zachować w tajemnicy, zrobić to wszystko po cichu. Nie chciałem nikomu mówić, wolałem się pokazać za sześć miesięcy i spotkać z dziennikarzami na parkiecie. Dopiero wtedy zamierzałem wszystko ogłosić, powiedzieć, że pokonałem cholerstwo i dać przekaz innym chorym, że warto walczyć. Nie udało mi się tego ukryć, media naciskały coraz mocniej.
Czy ta poważna choroba zmieniła pana życie?
Czy ta choroba mnie zmieniła? W porównaniu do mojego wcześniejszego trybu życia musiałem usiąść na tyłku. Nie załamałem się, podchodzę do tego bardzo pozytywnie. Może miałem jeden dzień takiej załamki, gdy zdałem sobie sprawę, że z pół roku nie będę mógł grać w siatkówkę. Tak naprawdę tylko to mnie męczyło.
Czyli nie wyobraża pan sobie przyszłości bez sportu?
Nie, nie ma takiej opcji, ja bez siatkówki nie potrafię żyć! Nawet moja żona mówi, że ja nie cierpię na nowotwór, lecz raczej na ADHD! Chciałaby, żebym już poszedł pograć i wreszcie się wyżył.
Denerwuje się pan, gdy ktoś pana zaczepi i pyta o walkę z nowotworem?
Nie robię sensacji z mojej choroby, rozmawiam z każdym, jeśli ktoś mnie zapyta, ale nie chcę się z nią sam gdzieś wychylać. Przyznam, że na początku trochę mnie to irytowało, bo dostawałem z pięćdziesiąt telefonów, każdy pytał się, co ze mną. Teraz już się na tyle oswoiłem z chorobą, że mówię o niej jak o wszystkim innym.
Gdy się ostatnio widzieliśmy miał pan bujną czuprynę. Chemia tego nie zmieniła?
Na razie nic mi nie wypadło. Widocznie jako sportowiec jestem bardziej zahartowany, mój wytrenowany organizm na razie pokazuje charakter (śmiech). Niestety, nie mogę trenować, biegać, grać. Razem z fizjoterapeutą ZAKS-y coś jednak staramy się robić, by jakoś utrzymać moje mięśnie w formie.
ZAKSA bardzo słabo zaczęła sezon. Wkurzał się pan, oglądając w telewizji problemy kolegów?
Szkoda mi było oglądać, jak chłopaki dostawali w tyłek, trudno mi było zresztą nawet patrzeć na siatkówkę. Ważne, że jakoś wyszli z tego wszystkiego, zaczęli wygrywać, mają fajną serię, awansowali w Pucharze CEV. Panuje coraz lepsza atmosfera, zmierza to wszystko w dobrym kierunku.
Pan jest wielkim optymistą, ale czy podobnie zachowują się pańscy bliscy?
Rodzina jest chyba bardziej załamana niż ja! Tak jak mówiłem, podchodzę do tego z optymizmem. Moi rodzice, gdy się dowiedzieli, byli w szoku. Gdy im to mówiłem, to już się śmiałem: Mamo, będzie dobrze, niedługo wracam do siatkówki, nie martw się!
Szukając pozytywów, w tej chwili ma pan dużo czasu dla dziecka.
W sumie racja. Mam takie marzenie: Gdy już wyzdrowieję, a mała Alicja urośnie, zagram znowu mecz. Po nim podbiegnie do mnie gdzieś zza band mój mały skarb, mały krasnoludek i wpadnie mi w ręce. Dążę do tego marzenia, oby się spełniło!

Ta podana 1 października informacja wstrząsnęła siatkarskim środowiskiem. Podczas konferencji prasowej w Kędzierzynie-Koźlu 23-letni Grzegorz Bociek poinformował, że jest chory na nowotwór układu limfatycznego i zawiesza karierę sportową. –
 Na szczęście choroba została szybko zdiagnozowana. Nadchodzący czas leczenia będzie dla mnie bardzo trudny, nie obędzie się niestety bez chemioterapii. Mimo to będę z drużyną. Na tym chciałbym zakończyć temat. Proszę do mnie nie dzwonić w tej sprawie, nie pytać, nie będę tego komentował. Mam nadzieję, że zdążę wrócić na play-off PlusLigi – dodał siatkarz, który ma za sobą występy w reprezentacji Polski prowadzonej przez Andreę Anastasiego (m.in. w mistrzostwach Europy 2013) i Stephane’a Antigę. Do końca walczył o miejsce w składzie na tegoroczne mistrzostwa świata, w których Biało-Czerwoni zdobyli złoty medal. W tym sezonie miał być pierwszą strzelbą drużyny z Kędzierzyna-Koźla.
Dramat siatkarza poruszył całe środowisko, które przekazuje wyrazy wsparcia. Atakującego ZAKS-y na duchu podtrzymywał m.in. były selekcjoner reprezentacji Polski siatkarek Andrzej Niemczyk, który kilka lat temu wygrał walkę ze złośliwym nowotworem węzła chłonnego. – Grzesiu uwierz mi, wszystko będzie dobrze. Nie możesz się tylko poddawać, musisz być twardy. Ja się tej cholerze nie dałem. Nie zmieniłem trybu życia, nie kładłem się do łóżka, nadal pracowałem, nadal robiłem wszystko to, co wcześniej. Nie dałem się raczysku i wreszcie ta cholera uciekła. Wierzę, że podobnie będzie z tobą. Trzymaj się Grzesiu. Jestem pewien, że szybko wrócisz na boisko i pomożesz ZAKS-ie oraz reprezentacji Polski – zapewnia Niemczyk, a Anastasi dodał: – Powinienem się bardzo martwić o Grześka, ale jakoś nie potrafię, bo ciągle mam przed oczyma jego wiecznie uśmiechniętą twarz. Czuję, że Bociek pokona chorobę i wróci do nas, do siatkówki, jeszcze silniejszy – przekonuje.
Dziękuję wszystkim za ogromne wsparcie. Wszystko będzie dobrze. Widzimy się na boisku” – napisał wtedy siatkarz na Facebooku. Kilka dni później stanął na ślubnym kobiercu i powiedział tak wybrance serca, z którą ma maleńką córeczkę. Alicja urodziła się 12 czerwca, gdy Grzegorz przebywał na zgrupowaniu reprezentacji Polski.
Źródło: eurosport.onet.pl
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s